… znowu wstyd :( Ale sie rozgrzeszam bo pracowałam nad innymi stronami :D.

Nesia miała zator i to poważny.. wezwana o 22 w sierpniową sobote wecia powiedziała, że może nie przeżyć. Nesia dostała pół torbe leków, glukoze, parafine, jakieś sterydy.. mała przelewała sie przez ręce.
Zalana łzami siedziałam z nią do rana, pojąc i masując brzuszek. Moja dobra koleżnka dotrzymała mi towarzystwa do 3 nad ranem. Jak to mówią „prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie.” Następnego dnia było juz lepiej ale bobów nadal niet. Dalej masowałam poiłam. I w końcu chyba pod wieczór zaczeły malusie pomazane „wyłazić”…
a dzień póżniej całe koraliki. Nesia miała sporo tej biżuteri w brzuszku. Czyżby Kapiszonek miał gest? i to jego futro?
No ale na szczęście wszystko ok :)
Niżej foteczki stworka poklejonego parafiną.
choranesia3.jpg
choranesia4.jpg

Ahia zrobiłam wymaz maluszkom i uszka mają czyściutkie :) Wecia sie śmiała, że moge nawilżać powietrze bo to pewnie od suchego powietrza skóra sie wysusza.
Ale zrozumiałam aluzje, że przeginam z opieką :P

no to kończe bo i tak póżno .. oby kolejna notka napisana była jeszcze w tym miesiącu.